addalert addcircleoutline addlocation add arrow-down-left arrow-down-right arrow-enter arrow-left arrow-right arrow-up-right ascent assessment bin bookmarkoutline calendar-add calendar camera caret-down caret-left caret-right caret-up check chevron-down chevron-right clock close cloud-upload cog collectionsbookmark content-view-grid content-view-list datacheckerflag1 datadownload data-upload descent directions expandhorizontal expand-horizontal-2 expand-horizontal expand-vertical eye-off eye fileadd1 filecopy filenew2 filestatisticadd2 filetaskssubtract file-images-upload fullscreenexit gauge groupadd heart home infooutline info link list-number location-pin lock logout map mobile morevertical mylocation navigateprevious navigation-drawer nearme noteadd pen pencil-write pencil personoutline pindrop place playcirclefilled playlistaddcheck power-button publish refresh remove return routes-favourites scissors search share starhalf staroutline star supervisoraccount synchronize2 text-redo time-upload timeline timer track-route trendingflat trendingup user-add users visibility vote-star-banner warning zoomin badge1 medal3 medal5 starbanner starcircle starsubtract

Bornholm, Rugia, Uznam czyli rowerem po wyspach.

152 km Distanz
840m Aufstieg
840m Abstieg

(0 Bewertungen)

Jest lipiec 2008, czyli początek wakacji zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Aby spędzić aktywnie pierwsze 2 tygodnie i to tylko na rowerze, wybrałem podobno najbezpieczniejsze miejsce w Europie, czyli duńska wyspę Bornholm.

Dzień 1.

Trasa: Świnoujście - Ronne - ............

Początek to całonocna jazda samochodem i długie oczekiwanie w Świnoujściu w kolejce na prom. Sakwiarzy jest garstka. Większość podróżnych to samochodziarze z rowerami na dachu. Wjeżdżamy na prom i ustawiamy rowery w wyznaczonym miejscu. Pozostawiamy także na rowerach wszystkie bagaże. Zajmujemy fotele wypoczynkowe i idziemy na pokład pożegnać się z ojczyzną.

Kilkugodzinna podróż promem to nuda patrzenia na bezkresne morze. Czasami tylko oko można zawiesić na przepływającym statku.

Wreszcie na horyzoncie ukazuje się wybrzeże wyspy.

Tuż po wyjechaniu z portu rozpoczynamy zwiedzanie Ronne.

Więc wyspa ma historię.

Poruszamy się po malowniczych uliczkach starszej części miasta.

Napotykamy na najsłynniejszy bo ...najmniejszy dom na wyspie.

Podziwiamy malowniczą architekturę...

... zabytki...

... i pojazdy.

Pogoda nas nie rozpieszczała. Chłód, niewyspanie i deszcz szybko skłonił nas do wdepnięcia do miejscowego baru. I tu pierwszy szok! Za porcję frytek płacimy tyle co w Polsce za cały obiad. Następnego szoku, tym razem w pozytywnym znaczeniu, doznajemy gdy, wyjeżdżamy z miasta .

Takiej infrastruktury i takiego zachowania kierowców w stosunku do rowerzystów nie spodziewaliśmy się. Tu należy nadmienić, że kierowcy duńscy na widok rowerzystów zatrzymują się przed przejazdem dla rowerów na długo zanim rowerzysta zapragnie na niego wjechać.

Jadąc asfaltową (!) drogą dla rowerów wijącą się pośród pól golfowych i nielicznych zagajników napotykamy na unikalną kamienną galerię miejscowego rzeźbiarza.

Jeszcze kilka depnięć na pedały i jesteśmy pod kolejnym zabytkiem.

Koło Nylars rozbijamy się na noc.

[b] Dzień 2.[/b]

[i] Trasa: Nylars - Aakirkeby - Dueodde[/i]

W nocy przestało padać, więc przyjemnie było zjeść śniadanko na trawce.
Krótki zjazd i już jesteśmy nad brzegiem. Tym razem jest to wysokie nabrzeże klifowe.

Wzdłuż wybrzeża poruszamy się po drodze dla rowerów odseparowanej pasem zieleni od jezdni.

Po drodze mijamy liczne obiekty promujące własną działalność.

Aby poznać dokładnie wyspę poruszamy się zygzakami. W pewnym momencie docieramy do skrzyżowania:

gdzie drogowskazy pokazują miasta, na dwóch krańcach wyspy. Odległości 10 i 20 km doskonale pokazują niewielkie jej rozmiary.
Zliża się pora obiadowa więc w poszukiwaniu knajpy obieramy kurs na Aakirkeby.
Pierwszym ciekawszym obiektem w miasteczku jest kamienny kościół.

Zaglądamy do środka i znowu zdziwienie! Jest tak surowo jakby dopiero co został zbudowany.
Dojeżdżamy do centrum.

Tu czekają na nas 2 restauracje i jeden bar. Cóż...lepiej taki wybór niż żaden.

Po posiłku udajemy się w dalszą drogę.
Mijamy swojską galerię sztuki...

...wspomnienie po zakładzie kowalskim...

... i docieramy do Muzeum Traktorów. Na początek kolejny szok: wstęp jest płatny do ... kasy - skarbonki.

W trakcie dzisiejszej drogi towarzyszą nam różnego rodzaju wiatraki:


I znowu jesteśmy nad morzem.

Dzieciaki się bawią a my delektujemy się widokiem.

Po  godzinie wracamy do naszych rumaków pozostawionych na parkingu. Stały na swoim miejscu pomimo, że były niezabezpieczone. Także i bagaż był na swoim miejscu. Fajnie jest być w miejscu, gdzie kradzież to pojęcie abstrakcyjne.

Nocleg znajdujemy na kampingu w Dueodde.

Fajnie było mieć do swojej dyspozycji pełen komplet wypoczynkowy.

Dzień 2.

Trasa: Dueodde - Nexo -  ------------ - Svaneke

O poranku udajemy się na plażę i latarnię morską.

Aby dostać się na plażę trzeba było przejść przez "morze" wydm porośniętych trawką.

Na plaży doznajemy kolejnego szoku: jak okiem sięgnąć można było na palcach jednej ręki policzyć wszystkich plażowiczów. A według przewodnika to właśnie te plaże są najbardziej popularne na całym Bornholmie.

Wracamy do rowerów, wcześniej wdrapując się na latarnię. Na plaży wiało ale tutaj to już całkowicie urywa głowę.

Dalsza droga to poruszanie się szlakiem rowerowym, który prowadzi lokalnymi uliczkami przez nadmorskie miejscowości. Jako, że okolica jest turystyczna więc na każdym kroku napotykamy na swoiste kramy. Tu należy wspomnieć, że kramy są samoobsługowe tzn kupujący wkłada pieniądze do skarbonki bez żadnego dozoru ze strony sprzedającego.

Dojeżdżamy do Nexo. Obiad na miejscowym ryneczku i obieramy kurs na "Bornholmskie Bieszczady". Takie właśnie skojarzenia mam jeżdżąc wąskimi alejkami pośród lasów i wzniesień okolic --------------.

Wyjazd z "parku" zaowocował długim zjazdem ...

... wprost na znajdujący się nad brzegiem morza zabytkowy wiatrak.

Obieramy marszrutę na Svaneke. Tym razem nie towarzyszą nam piaszczyste plaże ale kamieniste nabrzeże.

Svaneke to małe miasteczko z maleńkim portem.

W lokalnej knajpce uzupełniamy niedobór cukru ( kawa i ciacho) i obieramy kurs ... w stronę słońca...

Nie jest lekko, gdyż droga prowadzi cały czas pod górę.

Nocleg znajdujemy na niewielkiej polance na skraju niewielkiego lasu.
W trakcie rozbijania się mamy gościa... lokalnego myśliwego. Zapowiedział nam, że tej nocy będzie w lesie polować, więc lepiej żebyśmy nie wychodzili z namiotów. Dziwne... ale w nocy nie słyszeliśmy ani jednego strzału.

Statystyka:
dystans 32 km
czas jazdy 3 godz
prędkość średnia 10,4 km/h
prędkość max 42 km km/h
temperatura max 34,4 st C
temperatura min 11 st C
suma przewyższeń 268 m

Dzień 3

Trasa: .......... -Gudhjem - Ro

Poranek był rześki ale z każdą chwilą robiło się coraz cieplej. Po śniadanku obieramy kurs na Atrakcje turystyczną w ... czyli kilkanaście kamiennych postumentów.

Nie robią na nas wielkiego wrażenia...za to robi na nas wrażenie poruszanie się drogami lokalnymi w kierunku ... gdyż na wąskich asfaltowych drogach to samochody zjeżdżały w pole abyśmy mogli swobodnie przejechać na naszych "osiołkach". To się nazywa kultura jazdy!

Dojeżdżamy do kolejnego szlaku rowerowego. Jest odseparowany od ruchu samochodowego pasem zieleni.

Jestesmy w okolicy .......... wiec za radą przewodnika zjeżdżamy ze szlaku i udajemy się tym razem na piechotę na spotkanie z "wielką szparką" czyli ciekawego skalistego kanionu.

Robi wrażenie ale wieksze wrażenie robią okoliczne skałki.

W drodze do Gudhjem napotykamy na ciekawą architekturę.

Przed samym miastem robimy dzieciakom frajdę i zatrzymujemy się na plaży. Przez kilka godzin budują zamki z piasku.

Ten relaks i nam się przydał gdyż dojazd do miasta to niekończące się pasmo wzniesień i dolinek o dwucyfrowym nachyleniu.

Samo miasteczko położone jest malowniczo na dużym wzniesieniu.

Malownicze są także jego zabudowania i wąskie uliczki.

Zrobiły na nas wrażenie. Zrobiła na nas wrażenie miejscowa gastronomia...niestety negatywne. Byliśmy w godzinach polanchowych i knajpy albo były pozamykane na 2 godziny albo były otwarte ale nie można było nic gorącego zamawiać. To był swoisty absurd! Po przymusowym nazbyt długim zwiedzaniu miasteczka wreszcie udaje nam się dostać coś na ciepło.
Posileni rozpoczynamy powolny wyjazd z miasta. Powolny gdyz aby dostać sie drogi wylotowe trzeba było pokonać kilkadziesiąt metrów przewyższenia. Na szczycie czeka na nas mała nagroda... kolejny malowniczy wiatrak:

Udajemy się w kierunku ..........czyli największego obszaru leśnego na wyspie. Nie jest lekko. Teren jest mocno pofalowany. Docieramy do celu. Faktycznie, wreszcie widzimy prawdziwy las. Dodając do tego trochę wody otrzymujemy fajne widoczki.

W tym lesie nocujemy.

Statystyka dnia:
Dystans 24 km
Czas jazdy 2,24 h
prędkość średnia 10,1 km/h
prędkość max 33 km/h
temperatura max 34,5 st C
temperatura min 4,7 st C
suma dziennych przewyższeń 300 m

Dzień 4

Trasa: ........... Ro - Allinge

Te dzień będzie stał pod znakiem skał i skałek. Po wyjeżdzie z malowniczego lasu
poruszamy się szlakiem rowerowym prowadzącym przez liczne zagajniki, łąki i lasy cały czas po lekko pofalowanym terenie.

Od czasu do czasu napotykamy na liczne głazy narzutowe.

Z żalem wyjeżdżaliśmy z malowniczego lasu.  Jednak żal nasz został szybko złagodzony przez widok lekko pofalowanych dróg, którymi dojechaliśmy do ciekawego zabytku: kościoła obronnego w Ro...

a także unikatowego okazu przyrodniczego...

Nieopodal napotykamy na ciekawy zabytek motoryzacyjny.

Stał on pod miejscową restauracją. Niestety restauracja była otwarta dopiero nazajutrz. Niepozostało nam nic innego jak tylko kontynuować marszrutę. Prowadziła ona przez "meksykańskie skałki".

Jeszcze kilka depnięć na pedały i napotykamy na ... kamieniołom. Tego na tej wyspie się nie spodziewaliśmy.

Praktycznie tuż obok znajduję się nasz cel wyprawy czyli ...tanie pole namiotowe czyli coś na kształt naszej agroturystyki. Rozbijamy się na "własnej" polance i już "na lekko" jedziemy do ... . Praktycznie od razu trafiamy na mała knajpkę z bardzo przystępnymi cenami. Po obiedzie wybieramy się na objazd miasteczka.

Znajdujemy kilka innych obiektów gastronomicznych czyli słynnych w tej części wyspy wędzarni.

Pomimo, że droga do "domu" była cały czas pod górę to zajęła nam zaledwie kilka minut.

Dzień 5

Dzień 5 to dzień wycieczkowy czyli jazda bez bagaży.
Z samego rana udajemy się do największej miejscowej atrakcji: ruin wielkiego zamku w .........

Zamek położony jest na wysokiej skale.

Widoki były wspaniałe!

Należy wspomnieć, że w tym miejscu było mnóstwo turystów zarówno samochodowych jak i rowerowych. Tu natknęliśmy się na rowerową rodzinkę:

Więc nie byliśmy jedyną zroweryzowaną turystycznie rodzinką. Jedziemy dalej zwiedzać. Droga prowadzi przez malownicze uliczki.

Mamy zamiar zwiedzić polecane w przewodniku najdalej na północ wysunięte latarnie morskie. Dojeżdżamy do znaku zakazującego jazdy na rowerze. Karnie zsiadamy i w dalszą drogę udajemy się na piechotę. Prowadzi ona wąską, niesamowicie krętą i pofalowaną nadmorską drogą.



Docieramy na sam kraniec wyspy i do wspomnianych latarni.



Tu także napotykamy na ślady przeszłości.



Dookoła nic tylko morze i skały.



Wracamy do rzeczywistości czyli do miasteczka ...........Udajemy się do naszej knajpki i znowu nad morze aby dać dzieciakom kolejną okazję do zabawy na plaży.



Dzień 5

Trasa: ......... - .......... - ...............

Pobudka, śniadanie i codzienny rytułał pakowania. W kilka minut jesteśmy na rowerowym szlaku. Jedziemy zachodnim wybrzeżem w kierunku Ronne.



W 1/3 drogi napotykamy na najwieksze na wyspie urwisko skalne. Patrząc na ten widok ciężko sobie wyobrazić, że po drugiej stronie wyspy są bezkresne piaszczyste plaże.



Po mocno pofalowanym szlaku czeka nas teraz marszruta płaską, asfaltową nadmorską drogą lokalną.



Teraz dopiero czujemy dawny, rybacki klimat wyspy.



Dojeżdżamy do ........... W tym miejscu zwiedzamy wędzarnie-muzeum. Obok jest bar z rybkami pod różnymi postaciami więc uzupełniami zapas energii.



Dalsza trasa prowadzi nas nudną ale komfortową ścieżką przez nadmorskie lasy.


Docieramy do kolejnego kościoła obronnego.



Zwiedzamy także wnętrze:



Na zewnątrz napotykamy bardzo unikalny samozamykacz.



Byliśmy, zaledwie w odległości 12 km od Ronne. Postanowiliśmy rozbić się na kolejnym tanim polu namiotowym.



Miejsce na namioty było w bardzo malowniczym ogrodzie. Było tam miejsce na ognisko więc zrobiliśmy szybki wypad do Ronne na zakupy.  Suta kolacja i toaleta w  spartańskim  zapleczu sanitarnym.

Statystyka dnia

Dzień 7

Aby zdążyć na odchodzący o poranku prom na Rugie budzimy się wcześniej niż zwykle. Dzieci czując rygor ojca nie marudziły. odplaca mu sie na starość

Przyjemnie się jechało jeszcze opustoszałymi uliczkami.



Dojeżdżamy do portu i usatwiamy się w kolejce obserując rozładunek naszego promu i "popisy" niemalże kaskaderskich umiejętności portowych rozładowaczy TIRów.
Wjeżdżamy na pokład samochodowy, zostawiamy sakwy na rowerach i udajemy się na pokład pasażerski. Po kilkunastu minutach udajemy się do baru na śniadanie. Obowiązują ceny duńskie więc kupujemy najdroższe śniadanie w moim życiu!!!

(cloned from route 250523)

0,0
(0)



icon-helpcenter
icon-helpcenter
icon-helpcenter
Bikemap Newsletter
Top